Duch Święty miłosiernie obdarowuje darami i sobą

KONFERENCJA TRZECIA

Kiedy szedłem do bierzmowania, dosłownie szedłem z domu do kościoła na uroczystość sakramentu bierzmowania, to wtedy pytałem się rodziców, co to jest bierzmowanie? Nie wiedziałem, co to jest bierzmowanie, bo księdzu się wy-dawało, że jak jestem ministrantem, to wszystkie rozumy pozjadałem. I tak z marszu mówi: a, jutro bierzmowanie, to pójdziesz. A ja nie wiedziałem, co to jest bierzmowanie, i pytałem swojej matuli, co to jest bierzmowanie? A ona mówi: no, słuchaj, to jest tak jak w Dziejach Apostolskich, pamiętasz, Duch Święty zstąpił na Apostołów i wtedy oni na-brali odwagi i zaczęli głosić Ewangelię. Aha, podobało mi się to. I jak biskup później w czasie ceremonii mówi kazanie, to mówił o siedmiu darach Ducha Świętego.

Każdy dar: mądrość, rozum, radę, męstwo, umiejętność, pobożność, bojaźń Bożą, omawiał. Spodobało mi się to, że Duch Święty przy-chodzi i coś daje. Nie zobowiązuje, nie nakazuje, nie wymaga, nie rozlicza, nie straszy, nie daje nowych przykazań, ale wyposaża: w mądrość, rozum, radę, męstwo, umiejętność, pobożność, bojaźń Bożą. W czasie tego kazania nauczyłem się siedmiu darów Ducha Świętego. Powtarzałem sobie w drodze do domu, że chcę dar mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności, bojaźni Bożej… Tak mnie to zaciekawiło, że później miałem taki czas takiego ożywienia religijnego i sobie pomyślałem: no, chciałbym więcej niż tylko tych siedem darów poznać. Zacząłem czytać Pismo Święte wtedy i wtedy mi też przyszło do głowy po raz pierwszy w życiu, żeby, jak więcej – to najlepiej więcej w takim momencie, kiedy zostanę księdzem, bo tam, w tej branży, to będę mógł studiować Pismo Święte, poznawać teologię, itd. To jest właśnie to.
I kiedy się przyglądamy osobie Ducha Świętego i jak próbujemy się z Nim mierzyć i odkrywać Jego miłosierdzie, jest to niebezpieczne zwłaszcza dla młodych ludzi, bo może być tak, że Duch Święty nagle, jak sobie otworzysz swoje serce na Niego, to On może sprawić, że Twoje plany, jakie dotychczas miałeś, runą, zostaną przekreślone i pomyślisz sobie: ja chcę tylko dla Pana Boga. Możesz zapragnąć zostać księdzem albo siostrą albo jeszcze jakim mnichem bądź mniszką… Tak, że uwaga, to jest niebezpieczne. Ale skoro nie uciekacie, to znaczy, że chcecie dalej w tym uczestniczyć.
Kardynał Kasper napisał taką książkę „Miłosierdzie” (papież Franciszek bardzo pozytywnie o tej książce się wypowiada w jednym z wywiadów, który zatytułowano: „Miłosierdzie to imię Boga”) i tam w jednym rozdziale kardynał rozdziela czy analizuje słowo „miłosierdzie”. Mówi, że to słowo pochodzi od trzech słów: miseri, cor, dia. Miseri – ubogi, cor – serce, dia – dla. I mówi, że miłosierdzie, w takim popularnym tłumaczeniu to: serce dla ubogich. To, co teraz będę mówił, to będzie taka bardzo szeroka perspektywa od stworzenia świata aż do zesłania Ducha Świętego, żeby ten drugi rozdział Dziejów Apostolskich, Zesłanie Ducha Święte-go zobaczyć w takiej szerokiej perspektywie, bo wtedy wszystko się spełniło: zalęknieni rybacy, którzy jeszcze dziesięć dni temu oczekiwali, że Jezus będzie królem i wszystkich Rzymian zmiecie, i tak dalej, nagle zaczynają mówić językami, zaczynają cytować Pismo Święte, mówią to z takim ogniem, z takim przekonaniem, że trzy tysiące ludzi w jednym momencie mówi: to my też tak samo chcemy. Tak spektakularnego wydarzenia jeszcze nie było. I ludzie cokolwiek wiedzą o Bogu, wiedzą cokolwiek o Synu, ale o Duchu Świętym tak naprawdę trudno cokolwiek powiedzieć. Mówię, szedłem do bierzmowania i też nie wiedziałem, co to jest Duch Święty, wychowany w rodzinie katolickiej od pokoleń, w rodzinie przynajmniej już dwóch księży wtedy było i cztery siostry zakonne, ale to wcale nie sprawiało, że ja byłem bardziej rozumny.
Duch Święty jest osobą i posiada wszystkie cechy osoby, osobowości. Myśli. Przeczytamy sobie w Dziejach Apostolskich, kiedy to relację zdaje z drugiej podróży misyjnej św. Paweł: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty (a to jest Sobór Jerozolimski) i my, nie nakładać na was żadnego cię-żaru oprócz tego, co konieczne” (Dz 15, 28). I Duch Święty jest tu potraktowany jako osoba, która razem z nimi zasiadła do stołu i zastanawiała się: czy poganie, którzy przyjmują wiarę w Jezusa, muszą zachowywać wszystkie zwyczaje, które zachowywali Żydzi, 613 przykazań. I wtedy stwierdzi-li: nie. Postanowiliśmy, żeby nie nakładać niczego, żadnych ciężarów, bo nikt nie byłby w stanie tego wypełnić, oprócz tego, co konieczne. Duch Święty był jednym z zasiadających.
Duch Święty mówi. Tak jak każdy z nas się wypowiada. Teraz przestajemy mówić na czas rekolekcji, ale jeszcze chwilę, do godziny 11:00 i później nam się języki rozwiążą. Docenimy, jak cenny jest dar mówienia, jak smakują słowa. I wtedy, w Dziejach Apostolskich, w pierwszym rozdziale, św. Piotr przemawia: „Musiało się wypełnić słowo, które Duch Święty zapowiedział przez usta Dawida o Judaszu. On to wskazał drogę tym, którzy pojmali Jezusa” (Dz 1, 16). Duch Święty powiedział, nie tylko natchnął, ale wprost po-wiedział: to jest tak.
Duch Święty prowadzi. „Wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są Synami Bożymi” (Rz 8, 14). Żeby przyjechać do tego miejsca, musieliśmy zostać przyprowadzeni: przez informację, zaproszenie, przez osobę siostry, ostatecznie przyprowadzeni przez GPS-a, żeby do tego miejsca się dostać. I jeżeli wchodzimy w relację z Duchem Świętym, On nas będzie prowadził. Nawet z zamkniętymi oczami, On nas będzie prowadził. Tak jak w historii swojego życia możemy odnaleźć takie momenty: to było Boże prowadzenie. To moje bierzmowanie, to był początek takiego Bożego prowadzenia – śmiało mogę to powiedzieć.
Można Ducha Świętego zasmucać, tak jak każdy z nas się może zasmucić na skutek jakiegoś zakłócenia w relacji. „Nie zasmucajcie Ducha Bożego, Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia” (Ef 4, 30). Nie zasmucajcie. Można Go zasmucać.
Duch Święty jest nazywany Duchem Chrystusa. On nie zatrzymuje, nie skupia uwagi na sobie, ale skupia uwagę i prowadzi do Jezusa. Tak jak tutaj w Trójcy Świętej: Duch Święty nie wskazuje na siebie, ale wskazuje na Jezusa. Delikatnie wskazuje na Jezusa. Jest Duchem Chrystusa, Duchem Mesjasza. Gdy pojawia się, odkrywamy, kim jest Jezus, jak ważną osobą jest Jezus. Nazywany jest również Duchem Jezusa, tego Słowa, które stało się ciałem. Tego fizycznego Jezusa wręcz. „Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bityni (to jest druga podróż misyjna apostoła Pawła), ale Duch Jezusa nie pozwolił im” (Dz 16, 7). Chcieli dalej głosić Ewangelię w Azji Mniejszej, ale wtedy Duch Jezusa wskazał drogę: nie, trzeba się przeprawić na drugą stronę i zacząć głosić Ewangelię w Europie. Duch Jezusa. Jak to się stało – nie wiadomo, ale jakby wręcz Jezus się objawił, pewnie we śnie lub w jakiś inny sposób i powiedział: tam macie iść. Jak tak po-wiedział, trudno temu się było oprzeć, wobec tak zdecydowanego i konkretnego wezwania. Tam, gdzie zjawia się Duch Święty, to od razu wskazuje na Jezusa. Duch Święty jest jak-by drugim ja Jezusa. Nie zatrzymuje uwagi na sobie.
W języku greckim nazywany jest parakletos, nawet piąte wydanie Biblii Tysiąclecia używa tego słowa. Język grecki jest takim ciekawym językiem, mówią bibliści, że jest bardzo pojemny. Tak jak jedno słowo często ma wiele znaczeń – to już nieraz się pewne przekonaliśmy – i to słowo parakletos to jest ktoś, kto jest przyzywany, kto może być obok, to może być doradca, pocieszyciel, ktoś, kto zachęca, taki coach, taki adwokat wręcz. To oznacza to słowo parakletos. I każdy z nas pewnie chciałby mieć kogoś takiego, kto go zachęca, mobilizuje, motywuje, kto jest obok, zwłaszcza w takich momentach, kiedy się czegoś boimy, kiedy coś nas krępuje, kiedy coś nas zniewala, kogoś mocniejszego, kogoś, kto będzie stał za naszymi plecami. Kogoś, kto jak na ringu, kiedy siedzimy w narożniku, wachluje nas, daje się napić i powie: jesteś dobry, dasz radę, dołóż mu! Każdy z nas chciałby mieć kogoś takiego. I Duch Święty w takiej roli występuję, takiego wręcz adwokata. Jezus powiedział, że Ojciec pośle nam inne-go pocieszyciela – to na ostatniej wieczerzy, u św. Jana to przeczytamy. Ale to „inny” to nie znaczy różny, ale to jest tego samego rodzaju, co Jezus.
Duch Boży był zaangażowany w dzieło stworzenia świata. I przeczytamy na początku w Biblii, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię i duch Boży unosił się nad wodami (Rdz 1,2). Jeszcze nie było nic, jeszcze był pierwotny chaos (po hebrajsku tohu wa-bohu) a Duch Boży unosił się nad wodami. I do tej sceny nawiązuje liturgia Mszy Świętej, w tym momencie, kiedy – przynajmniej to ks. Kudasiewicz tak ładnie wyjaśnia – ksiądz wyciąga ręce nad darami chleba i wina, jako dwa skrzydła Ducha Świętego i przyzywa Ducha Świętego, aby dary stały się Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa. Czasem jest tak, że ksiądz się spieszy, i my zanim usłyszymy, co się dzieje w tym momencie, klękamy, a już następnie: „On to w czasie Ostatniej Wieczerzy…”. Ale ten gest warto sobie gdzieś tam zanotować. On ma powiązanie z tym pierwszym takim unoszeniem się Ducha Świętego nad pierwotnym chaosem, bo z tego chaosu Bóg wydobył kosmos, wydobył ład, harmonię, poszczególne stworzenia. I żeby te dary chleba i wina stały się teraz darami Bożymi, chlebem Bożym, który przerasta nasze pojmowanie, napojem duchowym, który przerasta nasze pojmowanie. Cuda eucharystyczne, to tu, to tam, pokazują, że mamy do czynienia z tajemnicą, wobec której jesteśmy bezradni. A to staje się w momencie przyzywania Ducha Świętego nad darami chleba i wina.
Duch Święty był zaangażowany w dzieło stworzenia człowieka, ale tutaj Bóg bardzo osobiście się zaangażował, bo wszystkie stworzenia powoływał przez „Niech się stanie”: niech się stanie światłość, i stała się światłość, niech się wo-dy górne oddzielą od dolnych, i tak dalej. A kiedy stwarzał człowieka, to zaangażował się osobiście. Ulepił człowieka z prochu ziemi, tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Coś z siebie dał, to tchnienie, człowiekowi – „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2,7). Ja taki długi czas miałem przekonanie, że jak Bóg stworzył człowieka, to stworzył go w takiej gotowej, dorosłej postaci – taki facet 25-30 lat i jego niewiasta Ewa, mniej więcej w tym samym wieku. Czyli tak, stworzył w sobotę, w nie-dzielę, w poniedziałek nagrzeszyli. Koniec. A kiedyś widziałem taki piękny film (przynajmniej początek był piękny), że jak Bóg stwarzał człowieka, to stworzył go jako dziecko. Ule-pił figurkę z mułu ziemi, zanurzył w wodzie, poruszał, i człowiek był niemowlęciem. I podobnie już z żebra stworzył – ale tego nie pokazywali – Ewę. I te dzieci dorastały przy boku Boga – takie malutkie, większe, większe, większe… I mieli lat dwadzieścia pięć, trzydzieści, żeby zwiedzać cały świat i poznawać wszystkie Boże dzieła. W takiej sytuacji nietrudno teraz zrozumieć, że człowiek był podobny do Boga, na obraz i podobieństwo Boga – bo dorastał przy Bogu, miał jedyny punkt odniesienia – to był Bóg. Jedyną osobą, z którą mógł się identyfikować, to był Bóg. Nic dziwnego, że człowiek jest podobny do Pana Boga, bo przy Bogu się wychowywał. Kiedy uczestniczyłem pierwszy raz w spotkaniu rodziców kleryków, organizuje się czasem takie spotkania, wtedy mogłem zrozumieć niektórych chłopaków – na przy-kład mówię: czemu ten gość tak zadziera głowę i tak się wy-wyższa – takie miałem wrażenie. Ale jak poznałem ojca – ojciec jest identyczny. Mówię: czemu ten tak sepleni, nie może normalnie się nauczyć mówić? Nie może się nauczyć, bo jego ojciec mówi tak samo. A czemu ten jest ciągle taki smutny, przynajmniej tak wygląda – patrzę na ojca, no nie… Ojciec jest identyczny. Łatwiej wtedy zrozumieć i powiedzieć: aha, on tak ma i koniec. I się już więcej tym nie przejmować. Jest podobny. Człowiek stał się podobny do Boga.
Duch Boży zstępował na konkretnych ludzi w konkretnym czasie w celu spełniania konkretnych zadań. Księga Wyjścia 31, 2-3 – to jest czas, kiedy Naród Wybrany wędrował przez pustynię do ziemi obiecanej. I to jest w zasadzie pierwsza wzmianka o takiej ingerencji Bożego Ducha na konkretnych ludzi. I zwykle jak mówimy o Duchu Świętym, to mamy takie eteryczne skojarzenia, że to jest jakieś fruwa-nie, jakieś doświadczenie bardzo głębokie, a tutaj w tym fragmencie autor pokazuje, że jest bardzo konkretny. Posłuchajmy: „I rzekł Pan do Mojżesza «Oto wybrałem Besaleela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy. I napełniłem go duchem Bożym, mądrością i rozumem, i umiejętnością wykonywania wszelkiego rodzaju prac, pomysłowością w pracach w złocie, w srebrze, w brązie i w rzeźbieniu kamieni do oprawy, i w rzeźbieniu drzewa oraz wykonaniu różnych dzieł”. Duch Boży działa jak wykształcony inżynier – daje pomysłowość w wykonywaniu różnych prac: w złocie, w srebrze, w brązie, w rzeźbieniu kamieni, drewna… Jest bardzo konkretny. Ktoś, kto ma wykształcenie jako inżynier to jest naj-lepszą bazą, żeby przyjmować Ducha Świętego. A kto nie jest inżynierem, niech żałuje. Ma jeszcze szansę przynajmniej inżyniera zrobić. Żartuję sobie w tym momencie, ale chciałem pokazać, że Duch jest bardzo konkretny. I dalej czytamy:
„A dodam mu Oholiaba, syna Achisamaka z pokolenia Dana. Napełniłem umysł wszystkich rękodzielników mądrością, aby mogli wykonać to, co ci rozkazałem”. Ktoś może mieć naturalną umiejętność wykonywania prac w drewnie, w złocie, w kamieniu, ale kiedy jest to namaszczone (tak się mówi językiem biblijnym) Duchem Świętym, to ręka jest kierowa-na już nie tylko własną umiejętnością, ale też jakimś takim darem od Boga. Biskup Grzegorz Ryś mówi: nawet kamieniarz, który układa kostki brukowe, jeżeli będzie napełniony Duchem Świętym, jego dzieło będzie się wyróżniało spośród wszystkich innych kamieniarzy; na pierwszy rzut oka każdy rozpozna, że to zrobił mistrz, a nie jakiś czeladnik. Kamienie nawet układane w bruku.
Napełniał ludzi w celu sprawowania przywództwa. To są takie piękne historie, opisane już w Księdze Sędziów, na przykład w rozdziale szóstym sobie przeczytamy – bo to były czasy, kiedy Naród Wybrany przeżywał taką wielką huśtawkę. Był czas, kiedy doświadczali błogosławieństwa, byli wierni Panu Bogu, mijały lata, zapominali o Panu Bogu, bo im się dobrze powodziło i wtedy Bóg, chcąc ich napomnieć, pozwalał, żeby sąsiednie narody najeżdżały, łupiły, zabierały wszystkie zbiory, paliły plony, i wtedy nawracali się, wzywa-li Pana Boga i Pan Bóg zsyłał, wybierał konkretnych ludzi. Tu jest taka historia, jak wybrał któregoś razu Gedeona – rozdział szósty wiersz piętnasty: przeczytamy tam, że Gedeon został wybrany, anioł do niego przyszedł, ale Gedeon się bronił, mówił: „«Wybacz, Panie mój! – odpowiedział Mu – jakże wybawię Izraela? Ród mój jest najbiedniejszy w pokoleniu Manassesa, a ja jestem ostatni w domu mego ojca»”. On miał o sobie jak najgorsze mniemanie, nie miał o sobie żadnego dobrego słowa, powiedzielibyśmy, że był bardzo zakompleksiony: ród mój jest ostatni, a ja jestem ostatni w moim rodzie. Ale kiedy – przeczytamy w trzydziestym czwartym wierszu – „Duch Pana ogarnął Gedeona, który zatrąbił
w róg i zgromadził przy sobie ród Abiezera. Wysłał też goń-ców do całego pokolenia Manassesa, które również zgromadziło się przy nim, a następnie wysłał gońców do pokolenia Asera, Zabulona i Neftalego, które wyruszyły, aby się z nim połączyć”. On sam z siebie nie mógłby tego w żaden sposób zrobić, będąc takim zakompleksionym gościem. A kiedy opanował go Duch Boży, zyskał autorytet, umiał się ode-zwać, umiał zgromadzić przy sobie ludzi. I wyzwolił Izraela. Historia jest długa, zachęcam, żeby sobie to poczytać. A tu jest taka druga historia, jeszcze z czasów wędrówki Narodu Wybranego przez pustynię, kiedy to Mojżesz poczuł się przeciążony – a w zasadzie on się nie poczuł, tylko kiedy odwiedził go jego teść, Jetro, to mówi: chłopie, czym ty się zamęczasz, zamęczasz siebie i wszystkich ludzi, którzy stoją przed tobą, a ty rozsądzasz wszystkie sprawy. Wybierz sobie pomocników. I tak też się stało. Mojżesz wybrał sobie po-mocników, siedemdziesięciu, i w oznaczonym dniu mieli przyjść do namiotu spotkania z Bogiem i tam Pan Bóg po-wiedział: wezmę z Ducha, który jest w tobie i udzielę tym siedemdziesięciu twoim pomocnikom. Ale dwóch spośród tych wybranych, Eldad i Medad, jakby nie doceniło tego, co czego zostali wezwani i pozostali w obozie. I wtedy na nich też zstąpił Duch Boży, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. To jest Księga Liczb, 11 od wiersza 26: „Wpadli więc w obozie w uniesienie prorockie”. To zstąpienie Ducha Bożego musiało się objawiać jakimś śpiewem, tańcem, jakąś taką może ekstazą – wpadli w uniesienie prorockie – że to się zamanifestowało. „Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: Eldad i Medad wpadli w obozie w unie-sienie prorockie”. Jakby w uniesienie prorockie można było wpadać tylko na spotkaniu z Bogiem, w namiocie spotkania, w określonym miejscu, ale nie gdzieś tam w prywatnym miejscu. Ale wtedy „Jozue, syn Nuna, który od młodości swojej był w służbie Mojżesza, zabrał głos i rzekł: «Mojżeszu, panie mój, zabroń im!»” – bo na prywatnym terenie nie można wielbić Pana Boga, tak moglibyśmy sobie dopowiedzieć. „Ale Mojżesz odparł: «Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!»” – Mojżesz wypowiedział wtedy proroctwo wszechczasów. Wypowiedział, pewnie nie do końca sobie zdając z tego sprawę, o co tak prosi, bo on myślał: żeby ten lud prorokował, z którym jest obecnie, jak wszyscy będą mieli Bożego Ducha, Mojżesz będzie miał spokojny żywot. Ale to można odnieść również do całego Kościoła, do dnia Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Boży został wylany rzeczywiście na wszystkich. Proroctwo wszechczasów: „Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!”.
Napełniał ludzi mocą i siłą. To jest taka historia, która do-tyczy kolejnego sędziego, Samsona. Samson, to był kolejny sędzia gdzieś tam po latach od Gedeona, który miał ogromną siłę i wystarczyła, że on sam stawał wobec wojsk filistyńskich – w tym wypadku – i wszystkich potrafił rozgromić, nawet nie mając miecza, armaty ani nikogo do pomocy; raz mu nawet wystarczyła szczęka osła, którą gdzieś tam znalazł. I rozgromił wszystkich w mak. Ale Filistyni ułożyli się z Izraelczykami i Izraelczycy wydali go. Ale Samson wtedy, będąc związany i trochę obezwładniony, prosił Pana Boga, żeby mu choć jesz-cze raz przydał Ducha Bożego, żeby przywrócił mu siłę. I przeczytamy tak: „Gdy tak znalazł się w Lechi, Filistyni krzycząc w triumfie wyszli naprzeciw niego, ale jego opanował duch Pana, i powrozy, którymi był związany w ramionach, stały się tak słabe jak lniane włókna spalone ogniem, a więzy poczęły pękać na jego rękach. Znalazłszy więc szczękę oślą jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc mężów” (Sdz 15, 14). Wow, okropne, prawda? Ale dla-czego, skąd ta siła? Opanował go Duch Pana. Działał w imieniu Boga, żeby objawić potęgę Boga, który jest niewidzialny, Boga jedynego – tak to należy tłumaczyć.
Duch Boży spoczął również na proroku Izajaszu i już w ostatnich rozdziałach swojej księgi on będzie mówił tak: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim…” (Iz 61, 1). Na te słowa powoła się Jezus, gdy przyjdzie do Nazaretu i zechce się przedstawić. Przeczyta te słowa i powie: słuchajcie, dzisiaj te słowa się spełniają. Oni będą patrzeć na Niego z wielką podejrzliwością, bo nie takiego Mesjasza sobie wyobraża-li. I podniosą na Niego rękę i zechcą Go zabić – ale to nie był jeszcze czas na Jezusa i przeszedł pośród nich, oni mu żadnej krzywdy nie uczynili. Duch spoczął na Izajaszu.
Ojciec obiecał zesłać Ducha Świętego, Bożego Ducha, bo przez całe wieki ciągle się powtarzało jak refren to odstępstwo Narodu Wybranego od Boga. I nie pomogły zsyłane kary w czasie sędziów, później nastąpiło uprowadzenie do Babilonu. I prorok Jeremiasz wtedy mówi tak: „Lecz takie będzie przymierze (obiecał nowe Przymierze), jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach – wyrocznia Pana: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem”. To prawo Boże nie będzie prawem na kamiennych tablicach, ale to będzie prawo wypisane na sercu, będzie czymś wewnętrznym. W jaki sposób się to dokona? O tym opowiada Księga Ezechiela, w jaki sposób Bóg umieści prawo na sercu. Mówi tak: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i we-dług nich postępowali” (Ez 36, 26). Dokona się taka „trans-plantacja”: Bóg zabierze to serce kamienne, które było nie-wrażliwe, które było nieczułe, które było zimne, które było zamknięte na słowo Boga i da nowe serce, które będzie wrażliwe, które będzie czułe, w którym będzie można delikatnie zapisać Boże prawo, Boży porządek. Ojciec dominikanin Adam Szustak, najsłynniejszy kaznodzieja w Internecie, mówi dlaczego, skąd się to wszystko wzięło: mówi, że Bóg zabrał mu stare serce i dał mu serce nowe. To się dokonało, kiedy przyszedł do duszpasterstwa dominikanów, do „Becz-ki” w Krakowie, któregoś razu doświadczył absolutnej przemiany. Ma swoich wrogów, ma swoich gorących zwolenników, ale on o tym zaświadcza: Bóg dał mi nowe serce. Czyli to jest możliwe. To nie jest jakaś historia.
Prorok Joel, jeden z ostatnich proroków, który zapowiadał Bożego Ducha, mówi: „I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało” (Jl 3, 1–3). Już nie na konkretnych ludzi, nie na wybranych rzemieślników, nie na namaszczonych proroków, ale na wszelkie ciało. „Synowie wasi i córki wasze pro-rokować będą, starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia. Nawet na niewolników i niewolnice wyleję Ducha mego w owych dniach”. Pojawią się nowe umiejętności, nowe zdolności. Dla każdego: starcy będą mieć sny, młodzieńcy będą mieć widzenia, a córki będą prorokować. Będą mieli umiejętności, które wcześniej były zastrzeżone dla wybranych, dla niektórych – a teraz będzie na wszystkich. Na ten fragment będzie się powoływał w dniu Pięćdziesiątnicy w swoim pierwszym przemówieniu św. Piotr. I teraz idziemy do Nowego Testamentu.
Wszystkie osoby związane z narodzeniem Jezusa Chrystusa były napełnione Duchem Świętym. Maryja pyta się anioła, jakże się to stanie, a anioł jej odpowiada: „Duch Święty zstąpi na ciebie i moc Najwyższego cię osłoni”. I Maryi to wystarczyło: „Niech mi się stanie według Twego słowa”. Była tak napełniona Duchem Świętym, że gdy pobiegła do Elżbiety, a ta podróż to jest mniej więcej 150 km, przynajmniej trzy-cztery dni wędrówki, i przychodzi umęczona drogą – możemy sobie to wyobrazić – mówi pozdrowienie i Elżbieta zostaje napełniona Duchem Świętym, a św. Jan Chrzciciel będący w jej łonie zaczyna skakać. Maryja powiedziała: szalom, dzień dobry, witaj, moja kuzynko. A kuzynka nagle otrzymała dar Ducha Świętego. Mieliśmy takie doświadczenie w swoim życiu? Mówimy „dzień dobry”, a ten drugi człowiek nagle zaczyna prorokować i wielbić Pana Boga, bo Duch Święty go opanowuje. Zwykle jest tak, że gdy mówimy do kogoś to może się uśmiechnie, a czasem się gniewa, bo może coś nie tak powiemy. A tu Elżbieta na pozdrowienie Maryi została napełniona Duchem Świętym, mało tego, i Jan Chrzciciel będący w jej łonie – zresztą spełnia się zapowiedź anioła, że już w łonie matki zostanie napełniony Duchem Świętym. „Z radości poruszyło się dzieciątko…”, jak ładnie to jest napisane, jak czule. To poruszenie się dzieciątka w łonie Elżbiety porównywane jest przez niektórych Ojców Kościoła do króla Dawida. Król Dawid, gdy sprowadzał Arkę Bożą z domu Obed-Edoma do Jerozolimy, bo mówi: ja mieszkam w pałacu, a Arka Boża gdzieś tam w namiocie – trzeba ją sprowadzić do Jerozolimy – to tańczył z całym zapałem przez Arką Bożą. I co sześć kroków składał woła i tuczne cielę, a to była odległość 14 km, możemy sobie policzyć, ile tych wołów, ile tucznych cieląt złożył – i mówi: dla Pana to ja wszystko zrobię. Szalone. To poruszenie się dzieciątka w łonie Elżbiety to jest też taki taniec króla Dawida.
Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, został napełniony Duchem Świętym. Przez dziewięć miesięcy nie mógł się odzywać, bo zwątpił w momencie zwiastowania, kiedy pełnił służbę w świątyni. Ale kiedy otworzył usta, to stwierdził, że jedynym adresatem, do którego może cokolwiek mówić, jest tylko Bóg. I jedyną treścią, o której może mówić, jest tylko Bóg. I jedynym sposobem oddania dziękczynienia Panu Bogu to Go uwielbiać – „Błogosławiony Pan Bóg Izraela…” – napełniony Duchem Świętym Zachariasz zaczął uwielbiać Pana Boga.
Jan Chrzciciel był napełniony w łonie matki Duchem Świętym, ale i później mówi: „Ten, który po mnie idzie, On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem”. I Symeon – ten, który powitał Jezusa – to jest jedyna postać w Ewangelii, która, oprócz Maryi, możemy się domyślać, trzyma Jezusa w ramionach. Jedyna osoba, która trzyma Jezusa w ramio-nach. I mówi: „Teraz, o Panie, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju według Twojego słowa”, „A Twoją duszę miecz przeniknie” – zapowiada straszne słowa. Symeon oczekiwał. I Anna, podobnie jak Symeon, oczekiwała pociechy Izraela. Nie wypowiedziała żadnego słowa. Całe życie swojego wdowieństwa (siedem lat miała męża) służyła Bogu w postach i modlitwach. Pewnie była świadkiem tego wydarzenia i później wszystkim opowiadała, wszystkim, którzy oczekiwali pociechy Izraela, opowiadała, że pociecha Izraela nastąpiła. Jan Chrzciciel łączy Ducha Świętego z Jezusem: „Ja was chrzczę wodą, lecz po mnie przyjdzie ten, mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka w sandałów. On was będzie chrzcić Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3, 16). Rozwiązać rzemyk u sandałów to nie tylko zrobić pewną usługę, ale w tym przypadku, w czasie święta przebłagania, ludzie zdejmowali sandały, chodzili boso na znak pokuty, przyznania się do swoich grzechów. Rozwiązać rzemyk u sandałów to powiedzieć: jesteś grzesznikiem. Wobec Jezusa nikt nie mógł powiedzieć, że jest grzesznikiem. Jan Chrzciciel mówi: nie mogę stwierdzić, przypisać Mu żadnego grzechu. Ale On was będzie chrzcić Duchem Świętym. Baptisma – „chrzcić” po polsku to znaczy dosłownie „zanurzać, być zanurzonym”. A kiedy się zanurzamy, to woda, w której się zanurzamy jest nie tylko na czole, ale cali jesteśmy zanurzeni. Jak jesteśmy czasem jak taka wyschnięta gąbka, taka twarda, to kiedy się zanurzamy, to gąbka cała chłonie wodę, aż ocieka tą wodą. I o takim zanurzeniu mówi Jan Chrzciciel: On was będzie chrzcić Duchem Świętym, aż każdy będzie tak nasycony, aż zacznie z niego wypływać Duch Święty, w sposób naturalny zacznie świadczyć o Panu Bogu, jak to stało się w dzień Pięćdziesiątnicy.
Jezus obiecał przybycie Ducha Świętego. Żydzi przeżywa-li raz do roku Święto Namiotów, kiedy wspominali wędrówkę przez pustynię. I wspominając ją, też przywoływali proroctwo Ezechiela, kiedy to wieścił, że spod zachodniej strony ołtarza będzie wypływać woda, która stanie się strumie-niem, strumień stanie się potokiem, potok stanie się rzeką i wypłynie na pustynię i tam będzie użyźniał tę ziemię i co miesiąc będą rosły tam drzewa, będą wydawały tam owoce. Dziękowali Panu Bogu w czasie tego święta za dar wody, za obfitość plonów i prosili o błogosławieństwo na rok następ-ny. Nawet inscenizowano to wydarzenie spod świątyni, od-bywała się pielgrzymka do sadzawki Siloe, która była u podnóża wzgórza świątynnego i kapłan nabierał taki złoty dzbanuszek wody i z tą wodą szli przy śpiewie „Hosanna”, przy śpiewie psalmów, przy dźwiękach harf, cytr i bębenków szli do świątyni i po zachodniej stronie ołtarza wylewano wodę, oczekując, że stamtąd wypłynie – spełni się to proroctwo, tak jak prorok Ezechiel zapowiadał. A Jezus przekrzykując cały ten zgiełk mówi: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Jak rzekło Pismo, strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 7, 37-18). Jakby chciał powiedzieć, że to proroctwo spełni się nie w konkretnym miejscu, jak oczekiwali Żydzi, ale spełni się w osobie. I to nie tylko w osobie Jezusa, ale każdy, kto zostanie napełniony Duchem Świętym, z każdego będzie wypływać woda żywa, każdy będzie w stanie świadczyć. Ta gąbka nasycona ocieka wodą. Dopiero, kiedy zostanę napełniony, ze mnie będzie mogło to napełnienie wypływać. Tak to kiedyś studenci zrobili taką ilustrację: strumienie wody żywej…
I dalej, kiedy Jezus już po zmartwychwstaniu, w Ewangelii św. Łukasza, żegna się ze swoimi uczniami, to mówi: Oto Ja ześlę na was obietnicę Ojca, wy pozostańcie w mieście aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysoka. Przyoblec – kiedyś z gimnazjalistami próbowaliśmy rozgryźć to słowo – ktoś mówi: to tak jakby otulić, ubrać się. To słowo przyobleczeni też w niektórych tłumaczeniach jest oddane jako „uzbrojeni”. A kiedy mówimy o uzbrojeniu, o mocy z wysoka, to mamy do czynienia z mocą, nie taką, która potrafi zdmuchnąć zaledwie świeczkę, ale mocą ogromną. Moc, z języka greckiego to dynamis, od tego pochodzi nazwa dynamitu. Z tego rodzaju mocą – jakby chciał powiedzieć autor natchniony – mamy do czynienia. Z mocą równą mocy dy-namitu, bomby atomowej. Z taką mocą, aż zostaniecie przy-obleczeni, dlatego niektórzy mówią „uzbrojeni”, nie tylko „otuleni”, tak przyobleczeni tiulem, ale uzbrojeni w zbroję.
„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdo-wali się wszyscy razem na tym samym miejscu”. (Dz 2,1). Żywioły świata w tym momencie zostały zaprzęgnięte w służbę Boga. Ziemia jeszcze się nie trzęsie, ale to będzie za drugim razem, ale jest uderzenie jakby gwałtownego wiatru. Śpiewamy: od powietrza, od głodu, ognia i wojny… Od gwałtownego powietrza, też od zarazy. A tu szum gwałtownego wiatru, który napełnił cały dom i słychać to było w całej Jerozolimie. Żywioły świata obwieszczają potęgę Boga. Ogień, który jeśli jest nieujarzmiony, to jest śmiertelny, jest zaprzęgnięty w służbie uwielbienia Pana Boga. To tak jak młodzieńcy w piecu ognistym zaczęli śpiewać. Niech cała ziemia uwielbia Pana Boga. Stąd te znaki, które widzieli i słyszeli wszyscy i się dziwili, co się stało. W dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy zstąpił Duch Święty, oni, Apostołowie, dla wszystkich zebranych wydawali się jak kosmici, jak nie z tej ziemi. Mówią: jak to jest – widzimy ich, jak mówią w naszych ojczystych językach, ale upili się pewnie młodym winem, nie rozpoznajemy ich. Bo do tej pory byli tacy nierozpoznawalni, zalęknieni, zamknięci, a teraz są zupełnie inni. I wtedy św. Piotr mówi: to nie, to Duch Święty zstąpił. I spełnia się proroctwo Ezechiela, mówi: to dla was i dla waszych dzieci jest obietnica, dla tych wszystkich, którzy są blisko i dla tych, którzy są daleko. To jest taki czas, kiedy od księgi Ezechiela, od księgi Joela do czasów objawienia się Jezusa było około trzystu lat. I było przekonanie, że Pan Bóg już przestał powoływać jakichkolwiek proroków, przestał się komunikować z Narodem Wybranym. Jakby już zapomniał i odwrócił się całkiem. I było takie oczekiwanie, że kiedykolwiek jeszcze Bóg przemówi, to nie będzie wybierał nikogo, ale uczyni to sam, osobiście. I kiedy następuje zesłanie Ducha Świętego, to budzi się przekonanie: rzeczywiście, Bóg przemówił. Przemówił w momencie, kiedy Jezus przyjmował chrzest, kiedy nie-bo się otwarło i słyszeli wszyscy głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Do tego wydarzenia chrztu będzie się odwoływać po wielu latach św. Piotr w domu Korneliusza, setnika rzymskiego, będzie przemawiał: Wiecie, co stało się po chrzcie, który głosił Jan. Wiemy, pamiętamy. A wiecie, co się działo, kiedy zostały zaatakowane wieże World Trade Center. Wiemy, co się działo. To jest tego rodzaju wydarzenie. I mówi: Bóg nawiedził swój lud. I wszyscy stwierdzili, że to oczekiwanie, że Bóg osobiście przemówi, teraz się spełnia.
Poczytajmy Dzieje Apostolskie, mając na uwadze tę szeroką perspektywę od początku dziejów, kiedy to w dniu Pięćdziesiątnicy jak w soczewce wszystko się spełnia. A to był dopiero początek. Następne rozdziały Dziejów Apostolskich to zdaje się będą następne rekolekcje, będziemy mogli zobaczyć, jak dzieło prowadzone przez Ducha Świętego się rozprzestrzenia. I mając na uwadze to, że miłosierdzie to jest serce dla ubogich. Bóg ma serce dla ubogich. Któż z nas powie, że nie jest ubogi? Jeżeli nie jest ubogi, to Boga nie potrzebuje. Potrzebujemy Boga jak powietrza, jak wody. I On daje Ducha Świętego nam właśnie.