Jezus wcielenie Miłosierdzia

KONFERENCJA DRUGA

Tematem tej drugiej części będzie: Miłosierny jak Jezus. I fragment Ewangelii według św. Jana (8, 1-11). Będziemy mieli jeszcze czas sobie to poczytać. Ten fragment to: „Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przy-prowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku. Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz»”.
Wczoraj wspomnieliśmy, że próbując rozważać Pismo Święte dobrze jest dany fragment też oświetlić tym, co było przedtem, bo to, co było przedtem w jakiś sposób ma wpływ na to, co jest teraz. To, co jest teraz będzie miało wpływ na to, co będzie potem. To, co jest potem, zaczynało się rodzić wtedy, kiedy jest teraz, a to, co jest teraz miało swój początek w tym, co było przedtem. Jak tak patrzą bibliści na ten fragment, on wydaje się być taki trochę „doklejony”, w sposób sztuczny doklejony do dzieła św. Jana, bo nic, żadne wy-darzenia, które były przedtem nie zapowiadają tego, co się teraz dzieje, nie oświetlają w żaden sposób. Ani kolejne zdania, które tam św. Jan umieszcza, prawie że wcale nie nawiązują do tego wydarzenia. Poza tym bibliści, którzy tak wczytują się w to słowo, są przekonani, że ten fragment stylem, językiem różni się od stylu, jakim pisze św. Jan Ewangelista. I wskazuje bardziej na duże podobieństwo do św. Łukasza. Św. Łukasz mógłby to wydarzenie opisać, ale św. Jan trochę nie bardzo. Poza tym patrząc tak historycznie, to Pismo Święte kształtowało się od śmierci Jezusa, pierwsza księga Nowego Testamentu, I List do Tesaloniczan aż do śmierci ostatniego Apostoła, Jana Ewangelisty, na przestrzeni 70-80 lat. Minęło sporo czasu, zanim został określony kanon ksiąg Pisma Świętego, to, że te, a nie inne księgi należą do Pisma Świętego. Do tych ksiąg należą te i te opowiadania, bo są akceptowane równolegle w całym Kościele. I to opowiadanie o tej kobiecie cudzołożnej, ono było znane w Palestynie, znane było w Syrii, ale Kościoły zachodnie; Rzym i tak dalej, dopiero zaakceptowały ten fragment około V wieku – św. Augustyn. A Kościoły wschodnie – Bizancjum i tam dalej, na wschód, trochę później. Z jednej strony, wszyscy byli przekonani, że to jest autentyczne wydarzenie, że tam nawet są autentyczne słowa Jezusa, które rzeczywiście powiedział – tak te słowa się nazywają – logiony, ale mieli problem z przyjęciem tego fragmentu do kanonu Ewangelii. Problem się wziął stąd, że grzech cudzołóstwa w Kościele pierwszych wieków traktowano na równi z grzechem zabójstwa i bałwochwalstwa, i jedynym lekarstwem na te grzechy była ekskomunika. A skoro Jezus tutaj tak bardzo bezdyskusyjnie przebacza tej kobiecie, to był problem, czy zanadto nie złagodził wymagania pierwszego Kościoła. I stąd te problemy w przyjęciu tego fragmentu do kanonu, do treści całej Ewangelii, chociaż nikt nie miał wątpliwości, że rzeczywiście to wydarzenie miało miejsce. Ostatecznie znalazł się ten tekst w Ewangelii pomiędzy siódmym a ósmym rozdziałem św. Jana, może ze względu na to, że na przykład w ósmym rozdziale wiersz piętnasty Jezus mówi: „Ja nie sądzę nikogo, a jeślibym nawet sądził, to sąd mój jest prawdziwy” – tutaj w tym fragmencie Jezus jakby nawiązuje do tego wydarzenia, chociaż niebezpośrednio, nie wprost. Ale mówi: sąd mój jest prawdziwy. Oraz w rozdziale ósmym wiersz czterdziesty szósty mówi: „Kto z was udowodni mi grzech”. W centralnym miejscu tego wydarzenia są słowa „Kto z was jest bez grzechu…” a tutaj: „Kto z was udowodni mi grzech”. To takie delikatne, luźne, swobodne nawiązanie do tego wydarzenia.
Ale też ono stanowi taki bardzo sugestywny komentarz do słów Jezusa w spotkaniu z Nikodemem. To było w trzecim rozdziale, kiedy nocą Nikodem do Jezusa przyszedł, i wtedy Jezus mówi: „Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby świat potępił, ale aby świat został przez Niego zbawiony”. Czy też św. Łukasz, wczoraj rozważaliśmy, pasterz, który idzie szukać zagubionej owcy – on bardzo pasuje do zachowania Jezusa w tym fragmencie. Rzuca na szalę wszystko, cały swój autorytet. Zaraz to sobie jeszcze bardziej zobaczymy. Znajdował sobie trudne miejsce w kanonie. Ale ukazane tutaj bezgraniczne miłosierdzie Jezusa mogło budzić zakłopotanie wśród chrześcijan pierwszych wieków. Zakłopotanie ze względu na taką surową dyscyplinę, którą przyjmowali. I w związku z tym mogły się rodzić obawy, czy nie zostanie przez niektórych źle zrozumiany ten fragment.
W samym środku stoją słowa Jezusa: „Bezgrzeszny spośród was pierwszy niech na nią rzuci kamień”. Bibliści, badając Pismo Święte, wyłuskują takie powiedzenia, które w stu procentach, na pewno wypowiedział Jezus, bo jak przez siedemdziesiąt lat powtarzano z ust do ust pewną myśl, treść, ale słowo w słowo, to niektóre zdania są tak określone, że są rzeczywiście z ust Jezusa, dosłownie, tak zostały wypowiedziane. I to są właśnie te słowa: „Bezgrzeszny spośród was pierwszy niech na nią rzuci kamieniem”. Jak czytamy sobie Pismo Święte to już mamy kontekst. Ważne jest zobaczyć rzecz w kontekście. Rozważając dany fragment dobrze jest i warto też znaleźć słowo-klucz – to się tak fachowo nazywa – słowo, w którym się koncentruje całe przesłanie Ewangelii, tego fragmentu. Wystarczy jedno zdanie zapamiętać, kilka wyrazów, i od razu wiem, co się wokół tego działo. I to słowo chyba tak najbardziej nam ilustruje: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – i jesteśmy gotowi całą scenę odtworzyć, momentalnie. To jest słowo-klucz.
„Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni” – tak opowiadają synoptycy: Mateusz, Ma-rek i Łukasz, że Jezus udawał się na Górę Oliwną. Św. Jan nie pisze o Górze Oliwnej. I znowu taka sugestia, że to nie po-chodzi wprost od Jana Ewangelisty. Góra Oliwna, żeby nie kojarzyć jej jako takiego stożka, to tak jak byśmy porównali Gubałówka i Butorowy Wierch w Zakopanem. Tam jest kilka miejscowości u podnóża Góry Oliwnej, tuż przy Dolinie Jozafata jest ogród oliwny, i tam Jezus udawał się i tam często spędzał swoje noce. „[…] a brzasku dnia zjawił się znów w świątyni” – jak przebywał na święta w Jerozolimie, to gdzieś musiał nocować, a pogoda o tej porze roku jest sprzyjająca, spokojnie w ogrodzie mógł nocować. Św. Jan pisze, że uda-wał się do Betanii, do domu Marty, Marii i jego przyjaciela Łazarza i tam spędzał noce.
„Gdy lud schodził się do Niego, On usiadł i nauczał ich”. Usiadł. Św. Jan nigdy nie napisał, że Jezus usiadł, tylko po prostu nauczał, a to jest taka postawa, kiedy na przykład Jezus rozpoczyna kazanie na górze i wyszedł na górę i przystąpili do Niego uczniowie, a On usiadł i otworzył usta – pozycja taka nauczająca. Ten wizerunek znowu jest taki zaczerpnięty od Ewangelistów Mateusza, Marka i Łukasza. I naucza, i cały lud słucha Go, bo obdarza Go autorytetem. Wielkim autorytetem. I na tę scenę z wielkim niepokojem i zazdrością patrzą uczeni w Piśmie i faryzeusze. I kolejny raz próbują zastawić na Niego pułapkę.
„I wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie i po-stawili ją pośrodku”. Cudzołóstwo w Izraelu – tu możecie się zgorszyć trochę, zaraz pewnie będą dyskusje: „to lepiej mieli” – popełniała kobieta zamężna lub zaręczona i kiedy współżyła z innym mężczyzną. Mężczyzna natomiast popełniał cudzołóstwo tylko wtedy, gdy naruszył prawa małżeńskie innego mężczyzny, gdy na przykład uwiódł narzeczoną albo żonę. I za takie cudzołóstwo i ta kobieta i on musieli ponieść śmierć. Ale – uwaga teraz – nie było mowy o cudzołóstwie, gdy na przykład żonaty mężczyzna współżył z kobietą wolną. To nie było cudzołóstwo, to była zdrada i Prawo do tego się nie odnosiło. Mężczyźni mieli wtedy jakoś łagodniejsze traktowanie. Ale ją pochwycono na cudzołóstwie, czyli musiała mieć męża albo przynajmniej narzeczonego, a w takim razie powiedzieli do niego: „«Nauczycielu, kobietę tę pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. a ty co mówisz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć”. W tej scenie nie pojawia się mężczyzna, który jest współwinny cudzołóstwa, choć Prawo domagało się kary śmierci dla niej i dla niego. Również tutaj tylko kobieta ma zapłacić za grzech po-pełniony we dwoje. Nie pojawia się też pokrzywdzony mąż, którego zdradziła. Jej sędziom wcale nie chodzi o zadośćuczynienie sprawiedliwości, ale o oskarżenie Jezusa. Nie-szczęsna kobieta ma być w ich rękach narzędziem, które będzie służyć do przeprowadzenia rozgrywki przeciw Jezusowi. Pytanie przez nich postawione zdaje się przeciwstawiać autorytet Mojżesza autorytetowi Jezusa – Mojżesz tak nam nakazał, a Ty co powiadasz? Pamiętamy kazanie na Górze: „słyszeliście, że powiedziano: nie będziesz zabijał, a Ja wam powiadam…” – Jezus tak się przeciwstawiał, a teraz oni w drugą stronę przestawiają – Mojżesz nakazał, a Ty co powiadasz? Pytanie jest podstępne i stawia Jezusa w sytuacji pozornie bez wyjścia, bo jeśli uniewinni kobietę, to znajdzie się w sprzeczności z Prawem, które, wedle Jego własnych słów, przyszedł wypełnić, a nie uchylić. A jeśli powie, że trze-ba ją ukamienować, to zaprzeczy dotychczasowemu swojemu nauczaniu o miłosierdziu, a ponadto straci autorytet w oczach ludzi i narazi się prawu rzymskiemu (prawo rzymskie zabraniało Żydom wydawać i wykonywać wyroków śmierci). Sytuacja wydaje się pozornie bez wyjścia. Oni w ogóle nie mieli ochoty jej kamienować, nie mieli ochoty jej sądzić, tylko chcieli wykorzystać tę tragiczną sytuację, żeby pochwycić Jezusa.
„Lecz Jezus nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi”. Wobec takich natarczywych pytań Jezus milczy. Tam jest użyte takie słowo w czasie niedokonanym, które pozwala sądzić, że to pisanie palcem i to milczenie trwało dłuższy czas, przeciągało się. Nagle było zamieszanie, atak i nagle milczenie. I to było takie ciężkie milczenie, to nie było lekkie milczenie, to było milczenie pełne napięcia. Milczenie czasem ma moc dotykania serc. Wytrąca z rytmu faryzeuszów, zbyt pewnych siebie, swojej racji, nastawionych na gwałtowną polemikę. I za chwilę padną słowa, które zmuszą ich do wejścia w głąb samych siebie. Nie wiemy, co Jezus pisał albo rysował – to słowo można dwojako tłumaczyć grafein – pisać albo rysować. Ojcowie Kościoła – św. Augustyn, Ambroży, Hieronim widzą tutaj taki gest symboliczny, podobny do czynności prorockich i nawiązują tutaj do Księgi Proroka Jeremiasza. W Księdze Jeremiasza przeczytamy tak: „Nadziejo Izraela, Panie! Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni. Ci, którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody” (Jr 17, 13). Zapisani na ziemi – co to znaczy? Jak długo utrzyma się coś, co jest zapisane na ziemi? Wiatr zawieje i nie ma. I zginie imię, zginie pamięć, zginie cokolwiek, co tam zostało zapisane na ziemi. Tak to widzą Ojcowie Kościoła. Jezus tym gestem nie zamierza po-tępić ani kobiety ani jej oskarżycieli, choć oni są winni grze-chu, ale chce pomóc im zobaczyć, że poddając się za żarliwych obrońców Prawa i sprawiedliwości Bożej, w rzeczywistości odeszli od Prawa Bożego. Chce ratować kobietę, ale również ratować tych oskarżycieli, bo to są też Jego dzieci, za ich grzechy też umiera. Warto się nad tym zatrzymać. Czasem są takie momenty, które zaczynają mocniej przemawiać; zaczynam gdzieś głębiej przeczuwać to, co się dzieje w sercu Jezusa. Jak takie momenty są, warto się nad tym zatrzymać i czerpać z tego, ile tylko się da.
„A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień»”. Zgodnie z Księgą Powtórzonego Prawa (13, 10) pierwszy cios winien wymierzyć naoczny świadek przestępstwa, który denuncjuje popełniony grzech. Rabini chcieli wciągnąć Jezusa w dysputę prawną i publicznie Go skompromitować, ale On staje wobec nich jako pełen majestatu sędzia i zarazem prorok, który jednym zdaniem potrafi ich plan przekreślić. I zdejmuje z ich twarzy maskę obrońców sprawiedliwości. Przypomina im, że Prawo dotyczy także ich. Zmusza ich do wejrzenia we własne serce.
„I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi”. W Piśmie Świętym nie ma słów przypadkowych. Każde słowo jest ważne. Kiedy się modlimy, medytujemy, to też taki współczesny mistrz Lectio Divina, tego Bożego czytania, o. Innocenzo Gargano mówi, że słowo trzeba mieć tak przed oczami, na oczach, żeby „zawiesić oczy” na tym słowie. Mówi: znasz tę scenę, ale jak zawiesisz oczy na tym słowie, na tym fragmencie, to te słowa będą do ciebie inaczej przemawiać. Tak zachęca do czytania. W tym geście powtórnego pochylenia się i pisania można widzieć wyraz Jego delikatności w stosunku do dostojników żydowskich. Jezus nie patrzy im w twarz, nie formułuje przeciw nim żadnego oskarżenia, ale daje czas, aby Jego słowa odbiły się echem w ich wnętrzu. Daje im czas. „Głos Jezusa, głos sprawiedliwości Bożej ugodził ich niczym ostra strzała” – tak napisał św. Augustyn. I wreszcie zobaczyli swoje nieczyste intencje, z jakimi wy-stępowali w roli sędziów.
Czytamy dalej: „Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich”. Jako pierwsi odchodzą starsi, najstarsi, którzy wydają się być najbardziej doświadczeni. Doświadczeni w mądrości, jak i doświadczeni we własnej grzeszności. Dzięki temu także bardziej pokorni. A może jest tutaj nawiązanie do Księgi Daniela, kiedy to starcy oskarżyli Zuzannę o to, że zdradziła i później sądzili ją i chcieli ją zasądzić na śmierć. A wtedy Daniel wystąpił, napełniony Duchem Bożym i zapytał jednego w odosobnieniu: pod jakim drzewem widziałeś ich obcujących razem? – A, pod dębem. A drugiego pyta: pod jakim? – A, pod lentyszkiem. Przyznali się, że zmyślają całą historię. Może do tego nawiązuje, że: poczynając od starszych, którzy jakby już nie tyle mając przywilej starszeństwa i mądrości, co na starość zepsuci byli do cna. Ale Jezus pokornie pochylony do ziemi nie patrzy z triumfem, a mógłby tak zrobić. Nie patrzy z jakimś wywyższaniem się, mógłby tak zrobić. Nie prowokuje ich w żaden sposób, tylko pozwala im odejść. Pozwala im pod-jąć taką drogę przejścia ze swojego błędu do nawrócenia.
„Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku”. Najpiękniej skomentował tę scenę św. Augustyn, mówi tak: „Po-zostali tylko dwoje: nędzna i Miłosierdzie”. Po łacinie to jest ładnie napisane: Relicti sunt duo: misera et misericordia. Jedno naprzeciw drugiego: kobieta, zniszczona przez własny grzech i bardzo potrzebująca miłosierdzia. Ona potrzebuje miłosierdzia, by dalej móc żyć. I On, jedyny wolny od grze-chu, wcielenie Miłosierdzia, które tu na nią czekało.
„I wówczas Jezus podniósłszy się – cały czas był w tej pozycji takiego pochylenia – rzekł do niej: kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: „nikt, Panie”. Do tej pory kobieta milczała, stojąc w zupełnej bezradności na środku, tam gdzie ją postawiono, a Jezus przywraca jej prawo głosu, otwierając również sobie równocześnie drogę do jej serca. Daje jej prawo głosu.
„Rzekł do niej Jezus: i Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Jezus po raz drugi wypowiada słowa pełne łagodności, majestatu zarazem. Pomaga jej zobaczyć siebie samą jako istotę potrzebującą ratunku, jako zbłąkaną owcę, której los będzie tragiczny, jeśli nie zostanie ocalona przez pasterza. Jego werdykt jest paradoksalny – z jednej strony wcale nie łagodzi wymowy Prawa, nie mówi, że nic się nie stało. Stało się, bo Prawo wyraźnie potępia cudzołóstwo. Ale z drugiej pokazuje, że przyszedł nie po to, aby potępiać grzesznych, ale zbawiać. To, o czym mówił w spotkaniu z Nikodemem. Przyszedł po to, żeby ocalić to, co zginęło, żeby zbawić. Jezus uwalnia ją od potępienia i otwiera przed nią nowe życie. Jego miłosierdzie nie jest tylko współczuciem, ale mocą, która stwarza ją na nowo i przybiera formę wezwania do nawrócenia, do wysiłku, do trwania w nowym życiu. W tym dialogu Jezusa z kobietą zwraca uwagę taka gra słów. Po polsku może to nie do końca brzmi, ale w języku greckim jest tak: nikt czyli oudeis, później ona mówi: nikt – oudeis i później mówi Jezus: oude ego. Oudeis – oudeis – oude ego. „Nikt cię nie potępił? – Nikt Panie. – I Ja cię nie potępiam”, „ani ja” – lepiej brzmi w tym greckim języku, bo się to samo brzmienie powtarza. Czyli trzykrotnie rozbrzmiewa proklamacja uniewinnienia: nikt? Nikt. Nikt – ani Ja. Tak jak-by dokumentnie, do trzech razy sztuka, i udało się, liczę do trzech, więcej nie będę. Definitywnie. I kobieta zwraca się do Jezusa: Panie. To też jest ważne, bo takim zwrotem „Panie” – kyrios – zwracano się do Boga. To jest wyznanie w Jezusie bóstwa – w odróżnieniu od uczonych w Piśmie, którzy nazywali Go nauczycielem. Chcąc Go ośmieszyć, nazywali Go nauczycielem, a ona mówi z takim przekonaniem, z wyzna-niem: Panie. I to jedno krótkie zdanie wypowiedziane przez nią wskazuje, że doświadczyła ocalenia i przylgnęła do Jezusa wiarą, podobnie jak inni, którzy zwracali się do Jezusa właśnie w ten sposób.
Żeby uchwycić w pełni sens tego fragmentu, tego wydarzenia, trzeba dostrzec coś więcej niż tylko taką prostą relację z wydarzenia. Po pierwsze nieprzypadkowe gesty Jezusa; są w tej scenie opisane tak szczegółowo: pochyliwszy się, pisał; wyprostował się i rzekł; i znowu: pochyliwszy się, pisał; wyprostowawszy się, rzekł jej. Zachowanie Jezusa: zgina się ku ziemi i podnosi się ku górze. Nabiera to głębszego znaczenia, kiedy wyobrażamy sobie Jego uniżenie i wywyższenie; kiedy to „pochyla się” jest takim gestem uniżenia się Jezusa, który bierze na siebie grzechy, wszystkie grzechy i te grzechy Go wciskają w ziemię. Bierze na siebie grzechy tej kobiety, pochyla się, bierze na siebie za chwilę grzechy jej oskarżycieli; mówi do nich: kto jest bez grzechu… i znowu się pochyla. I jej grzechy i ich grzechy wciskają Go w ziemię w tym geście pochylenia. Tak też można to odczytywać.
Kobieta stoi niejako zamknięta w kręgu swoich oskarży-cieli, a obraz ten wyraża niemożność ucieczki przed potępieniem i śmiercią z powodu grzechu. Jest otoczona przez oskarżycieli. Człowiek sam nie jest w stanie się wybawić. Ale mocą słowa Jezusa ten krąg śmierci zostaje rozwiązany i w jego miejsce pojawia się niewidzialna linia, która łączy oskarżoną z Jezusem. Tylko Jezus potrafi jednym słowem przerwać ten zaklęty krąg oskarżycieli. I milczenie i bezruch kobiety – w tym się wyraża całkowita darmowość ofiarowanego jej zbawienia i naszą uwagę koncentruje na działaniu Jezusa. Ta, która miała paść zmiażdżona gradem kamieni, może teraz odejść wolna, w stronę przyszłości, która się dla niej otworzyła, którą dla niej otworzył Jezus. I to przejście ze śmierci do życia zostało ofiarowane nie tylko jej, ale i faryzeuszom. Ich odchodzenie z dziedzińca, dosłownie: wychodzenie, czy też, niektórzy mówią, taki swoisty exodus, to jak takie wyjście z ziemi egipskiej, takie powtórzenie. Jest, a przynajmniej może być momentem zwrotnym w ich życiu. Może być.
Postać cudzołożnej niewiasty może być odczytana jako figura całego Izraela który nie dochował wierności Bogu Przymierza. W momencie kiedy Jezus przyszedł na świat, zostały wierne w zasadzie dwa pokolenia: pokolenie Judy i pokolenie Beniamina. Koniec. A wszyscy inni byli w rozproszeniu, nie mieli ani swojej ziemi, ani swojej ojczyzny, ani swojej historii, ani swojego miejsca. A z tych dwóch pokoleń wiernych pozostała resztka. Przywódcy, którzy mieli Go rozpoznać, okazali się największymi Jego wrogami. I ta kobieta jest jakby uosobieniem całego Izraela, który nie dochował wierności Bogu. A Jezus przychodzi, aby tej niewiernej oblubienicy obwieścić przebaczenie. Jezus jest gotowy przebaczyć całemu Izraelowi. Nieobecność w tej scenie zarówno kochanka, jak i męża staje się teraz bardziej zrozumiała. Kochankami ludu Bożego są bożki, których imion nawet nie należy wspominać, którym się oddawali, dlatego odpadli od Przymierza. A małżonkiem, który przebacza, jest Bóg. I znowu okazuje się, że przebacza za darmo, nie oczekuje niczego.
Symboliczna jest również przestrzeń świątyni jako miejsce spotkania między Bogiem a człowiekiem. Religia, jak ją pojmowali uczeni w Piśmie, była dla obciążonego grzechem człowieka miejscem sądu i potępienia. A dzięki obecności Jezusa i Jego słowu zostaje ona przemieniona w miejsce przebaczenia i narodzin do nowego życia. Dzięki obecności Jezusa.
Ten tekst pozostaje otwarty. Ewangelia nic nie mówi o dalszych losach tej kobiety. Czytelnik może przyjąć takie zakończenie jako zaproszenie do udzielenia osobistej odpowiedzi na przesłanie tej historii. Czy w moim życiu w jakiś sposób owocuje dar przebaczenia Bożego, dar usprawiedliwienia darmo darowany mi przez Chrystusa? Jak owocuje ten dar w moim życiu? Tak chciałbym nas poprowadzić.
Jeżeli dojdziemy do części contemplatio, można popatrzeć w milczeniu na Jezusa, który zasiada w świątyni jako jedyny Boski Nauczyciel i ludzie przybliżają się do Niego, słuchają Go, karmią się Jego słowem. Można wpatrywać się w Jezusa zgiętego ku ziemi na dziedzińcu świątyni, zgiętego pod cię-żarem krzyża, który przyjął, by zgładzić nasze grzechy, grzechy całego świata i moje grzechy. Można wreszcie patrzeć na Jezusa zmartwychwstałego, który stoi wśród uczniów w mocy i majestacie jako Pan, który tchnie Ducha Świętego i daje odpuszczenie grzechów, pokój, radość, i posyła z Ewangelią na świat. I można popatrzeć również na siebie jako na grzesznika, którego Jezus nie potępia, lecz obdarza nadzieją i wskrzesza do życia przemienionego. Albo popatrzeć na siebie jako na tego, który nieraz skłonny jest przyłączyć się do chóru łatwo oskarżających i potępiających, przekonany o swoich świętych racjach, nie widząc własnego grzechu. Takie obrazy można „pociągnąć”, to doświadczenie.
Bywa często i tak, że kiedy otwieramy Pismo Święte i próbujemy czytać, wtedy nagle nam się przypominają nie-cierpiące zwłoki sprawy do załatwienia. Wtedy taka walka duchowa się rozpoczyna, bo diabeł wie, że może coś dobrego z tego wyniknąć i próbuje wszelkimi sposobami nie dopuścić, żeby się nad Pismem Świętym pochylać.