Relacje rodzinne w przypowieści o Synu Marnotrawnym

HOMILIA PIERWSZA

Kiedy zaczynamy słuchać w Kościele fragmentu Ewangelii od słów: „Pewien człowiek miał dwóch synów…” wtedy już właściwie z pamięci możemy wyrecytować tę bardzo dobrze znaną nam przypowieść Jezusa o…, no właśnie o czym?
Jedni mówią o „Synu Marnotrawnym”, drudzy mówią przypowieść o „Miłosiernym Ojcu”, kolejni natomiast przy-powieść o „relacjach rodzinnych”. I może właśnie na tym chciałbym się dzisiaj zastanowić, pomyśleć, podzielić się refleksją na temat relacji jakie zachodzą w tym fragmencie.
Zwykle skupiamy się na synu marnotrawnym, bo jest to można powiedzieć główny bohater tej przypowieści. Młodszy syn prosi ojca, aby otrzymał tę część majątku, która się mu należy. Ojciec podzielił majątek, a on wziął to i odjechał, żył rozkosznie, radośnie, mając pieniądze. Ale pieniądze się skończyły, nastał głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. I wtedy chcąc jakoś przeżyć znalazł pracę jako ten, który pasie świnie. I można powiedzieć, że zazdrościł świniom, że mogły napełniać swój żołądek strąkami, a on nawet tego nie mógł. Czyli można powiedzieć, że do-tknął prawie samego dna, nie miał nawet tego co jedzą świnie. I wtedy zastanowił się.

Ewangelia jednym zdaniem opowiada „zastanowił się” i te jego krótkie przemyślenia. A zatem nastąpił pewien pro-ces refleksji, medytacji. Zaczął rozważać pewne sprawy, sytuacje i podejmuje decyzje „zabiorę się i wrócę do ojca mojego, i powiem mu..” i przygotowuje piękną mowę o tym co się stało. Można powiedzieć, że dokonał pewnego rodzaju rachunku sumienia i teraz idzie, aby po zastanowieniu się wy-powiedzieć to, co chce powiedzieć: „zgrzeszyłem, nawet nie jestem godzien nazywać się twoim synem, mogę być jednym z najemników”. Skoro najemnicy są w lepszej sytuacji niż on wtedy, więc idzie i chce być chociażby najemnikiem, nawet rezygnuje, bo „nie jestem już godzien nazywać się twoim synem, bo roztrwoniłem majątek”, czyli to, co mi się należało wziąłem i roztrwoniłem, czyli nie mam już prawa do nazywania się twoim synem. Ale mogę podjąć taką pracę, jak inni służący, których zatrudniasz. I z taką intencją idzie do ojca.
A ojciec nie czeka nawet na jego słowo. Ojciec od razu wybiega na spotkanie, co to oznacza? Że skoro zobaczył go z daleka, gdy był jeszcze daleko, ojciec biegnie mu na spotkanie. Możemy powiedzieć, że ojciec czekał na ten powrót. Być może ojcowskie serce wiedziało, że wcześniej czy później on wróci. I czekał, cierpliwie czekał. Syn wraca. I wtedy kiedy zaczyna wygłaszać swoją przygotowaną mowę: „zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem Ciebie…”, ojciec zupełnie inaczej reaguje, w sposób zaskakujący. Nie chce nawet słuchać dalej jego mowy, nic mu nie mówi, tylko podejmuje niesamowitą decyzję. Mówi do sług: „przynieście tutaj najlepszą suknię i ubierzcie go, dajcie mu pierścień na rękę, sandały na nogi”. Ojciec w ten sposób sprawia, że on powraca do takiego stanu w jakim był. Odziany właśnie w te symbole, które świadczą o godności. Pierścień, suknia, sandały… I nawet więcej, wyprawia ucztę, bawią się.
Dzieje się tak dlatego, że ojciec cieszy się z jego powrotu, zaginął a odnalazł się, używa nawet wyrażania „był umarły”, ale ożył. Wielka radość ojca.
Chciałbym bardzo zwrócić uwagę na trzecią rzecz, zachowanie tego drugiego, starszego, mądrzejszego syna. Starszy syn wraca do domu i słyszy, że coś się dzieje, jakaś radość, świętowanie. Pyta sług co tam się dzieje i dowiaduje się, że wrócił jego brat, ten który roztrwonił pieniądze, zniszczył majątek, a ojciec z tej okazji wyprawił ucztę. Rozgniewał się, nie chciał wejść. Pojawia się nawet zazdrość. A ojciec wychodzi i tłumaczy mu, odwołuje się do wiary, na-zwijmy tego mądrzejszego, solidnego, uczciwego syna. I proszę tutaj zwrócić uwagę na przymiotniki czy może zaimki jakie się tutaj pojawiają. Ojciec mówi do niego „Twój brat powrócił”… a on w odpowiedzi nie mówi do niego „tak po-wrócił mój brat”, a „powrócił twój syn, dla niego kazałeś za-bić utuczone cielę”. W ten sposób tak jakby odcina się od tej relacji. To też jest myślę taka rzecz, jakby nie uznaje go już za swojego brata, podkreśla tylko relację jaka istnieje między owym powracającym synem, a ojcem. I z kolei ojciec to wy-czuwa skoro w następnym zdaniu znów podkreśla mówiąc: „wrócił twój brat”, że należy cieszyć się że „był umarły, a ożył”, „zaginął się, a odnalazł się”. Czyli ojciec próbuje ukazać na powrót tę relację braterską jaka powinna panować.
Oczywiście jest jeszcze jedna grupa ludzi, jaka się pojawia, są to słudzy, którzy wypełniają wszystko to, co im pan rozkazuje, pomagając mu zrealizować jego misję, bo to słudzy przynoszą ubranie, ubierają go, przygotowują ucztę. Można powiedzieć jakaś grupa ludzi, którzy mogą powiedzieć, jesteśmy tylko sługami, spełniamy to co musimy, ale też ta funkcja jest ważna.
Dlatego przechodząc od tej Ewangelii do naszego co-dziennego życia, warto zastanowić się i pomyśleć nad tym, jaka jest nasza reakcja na pewne relacje, które pojawiają się w naszych rodzinach, małżeństwach, między dorosłymi, dziećmi. W jaki sposób myślimy my, kiedy na przykład mat-ka czy ojciec dał więcej bratu czy siostrze, a może ja byłam lepszą córką, może byłem lepszym synem, ale on czy ona dostała coś więcej. Jakiś kawałek działki, kawałek domu, majątku. Możemy pomyśleć sobie, jak my byśmy się zachowali, albo zachowujemy się w podobnych sytuacjach, z którymi się spotykamy. Wiemy, że to życie pisze nam pewny scenariusz. Jezus oczywiście wiemy wykorzystał tę przypowieść, po to aby ukazać tym którzy szemrali, faryzeuszom, uczonym w piśmie, w jaki sposób on, Bóg, Jezus traktuje innych ludzi, wtedy kiedy był krytykowany, że przyjmuje celników, jada z nimi, czyli tych którzy byli traktowani jako gorsza warstwa społeczna. I ukazuje na tym przykładzie dla ówczesnej rzeczywistości, ale także dla nas, i myślę, że istotne jest to byśmy wiedzieli, że jeżeli korzystamy, czy chcemy korzystać z Miłosierdzia Bożego, jeżeli korzystamy z przebaczenia, które Bóg nam daje, to przede wszystkim sami musimy umieć przebaczać, czyli to co odmawiamy w modlitwie Pańskiej.
I kończąc, podsumowując ten fragment Ewangelii po-stawmy sobie jedno pytanie: „Który z tych synów był faktycznie lepszy?”. Czy ten młodszy, który odszedł i powrócił, czy ten starszy, który pokazał, że nie potrzebuje, albo może nie doświadczył, tej miłości ojcowskiej. Czy ten, który po-wraca jak mówi Pan Jezus „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci którzy się źle mają”.