Jezus okazujący swe miłosierdzie w historii zbawienia i naszej historii

MEDYTACJA PIERWSZA

Najdroższy Jezu pełen miłości i miłosierdzia, pragniemy uwielbiać Cię za Twoją dobroć. Pragniemy radować się Twoją obecnością, świętością, czułością, która chce być blisko i dzielić się sobą. Pragniemy przyjrzeć się wszystkim darom, jakie dałeś ludziom w historii zbawienia, a nam osobiście w naszej historii życia, aby zobaczyć, jak wiele mamy powodów, aby Ci dziękować, uwielbiać Cię, podziwiać, afirmować i zachwycać się Tobą.
Wiemy Jezu, że przed wiekami zostałeś zrodzony z miłości przez Ojca i że w Królestwie wiecznej chwały królowaliście razem z Duchem Świętym, owocem Waszej wzajemnej miłości. I tak mogło pozostać już na zawsze! Ale Wasza prze-ogromna miłość zachciała zakwitnąć miłosierdziem. Zachciała podzielić się swoim szczęściem ze stworzeniem, które powołała do istnienia. Stworzenie zostało obdarowane życiem, największym darem i to życiem Boga samego, przez Jego tchnienie: „wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą” (Rdz 2, 7).

Uwielbiamy Cię Jezu, Synu Boga, że wraz z Ojcem i Duchem zechcieliście podzielić się ze stworzeniem Waszym własnym życiem i szczęściem oraz, że zapraszacie nas po próbie ziemskiego życia do wiecznej radości przebywania z Wami na zawsze.
Niestety najlepszy Jezu, pierwsi ludzie nie potrafili docenić daru jaki otrzymali, daru życia i daru przebywania w bliskości Boga. Nie posłuchali zakazu Ojca i pod wpływem na-mowy szatana sięgnęli po owoc z drzewa poznania dobra i zła: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 4). I w ten sposób zerwali więź przyjaźni z Bogiem i zamknęli sobie drogę do szczęścia nieba. Bóg zaś zobaczył, że człowiek jest słaby, skłonny ule-gać namowom szatana, dlatego musiał wyprowadzić go z raju, aby nie sięgnął po owoc życia na wieki (por. Rdz 3, 22). Dobry Bóg w Trójcy Świętej nie obraził się na człowieka i nie zdecydował się go zniszczyć raz na zawsze, ale zaraz po grzechu pierworodnym obiecał w protoewangelii, że ześle mu Zbawiciela, który pokona szatana i pojedna ludzkość z Bogiem: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje, a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę” (Rdz 3, 15).
Ten stan zerwania przyjaźni między Stwórcą, a stworze-niem trwał przez wieki. Ale ludzie ciągle z nadzieją oczekiwali obiecanego Mesjasza, który miał doprowadzić do po-jednania między Bogiem i człowiekiem. Słabi ludzie przez ten czas nadal grzeszyli i odchodzili od Stwórcy, ale gdy zło dotykało ich coraz bardziej i nie mogli sobie z nim poradzić, znów wołali do Niego o pomoc, o przyjście Zbawcy.
I przyszedłeś Jezu pełen miłosierdzia na ziemię pełną cierpienia, zła i grzechu. Opuściłeś chwałę, świętość i radość nieba, aby ludziom to niebo otworzyć. Przyszedłeś w pokorze Dziecięcia i dla jedności z ludźmi zgodziłeś się na ubóstwo, pracę, prześladowanie, cierpienie, śmierć.
Dziękujemy Ci Jezu za ten Twój ogromny dar poświęcenia się dla człowieka. Dziękujemy Ci za zejście z nieba, za podjęcie trudu bycia człowiekiem, za wskazanie nam godnego i świętego sposobu życia, i w końcu za ofiarę z życia, w cierpieniu i opuszczeniu. Ten dar pojednał upadłą ludzkość z Bogiem Ojcem, przywrócił nam godność dzieci Bożych, otworzył nam bramy nieba, a nade wszystko dał ludziom możliwość zamieszkania w domu i Rodzinie Trójcy Świętej.
Podziwiamy Cię Jezu i uwielbiamy za to, że po trudzie dzieciństwa, pracowitym życiu dorosłym, bolesnej męce i śmierci uwieńczonej zmartwychwstaniem, zechciałeś zostać jeszcze z nami w sakramentach świętych, a szczególnie w Eucharystii.
I tak, dzięki kolejnemu, ogromnemu aktowi Twojego miłosierdzia, przez który zdecydowałeś się pozostać z nami na ziemi, możemy nieustannie doświadczać Twojej obecności, bliskości, pomocy. W naszej osobistej historii życia, Twoje przy-chodzenie do nas w sakramentach świętych jest bardzo ważne, ono wyznacza nam kolejne etapy naszego życia duchowego.
Dziękujemy Ci Jezu, że przychodzisz do nas, wraz z Ojcem i Duchem, we chrzcie świętym. Obmywasz nas swoją Krwią ze skazy grzechu pierworodnego i czynisz dziećmi Bożymi. Od tej chwili należymy do ogromnej rodziny Kościoła oraz mamy udział w życiu Trójcy Świętej. Dzięki tej duchowej inicjacji, wszystko się dla nas zaczyna. We wspólnocie Kościoła będziemy wzrastać całe życie, aby ostatecznie osiągnąć naszą pełnię, czyli wieczne zjednoczenie z Trójjedynym Bogiem. Ale w wymiarze doczesnym przed nami jeszcze długa droga. Trzeba nam nieustannie wzrastać przez ascezę, modlitwę i życie sakramentalne.
Kiedy mały chrześcijanin osiąga już pełną świadomość, Ty najdroższy Jezu, pragniesz przyjść do niego w Komunii Świętej i trwać z nim w zażyłej jedności już przez całe życie. To bardzo ważne wydarzenie, do którego dziecko długo się przygotowuje. Chce mieć serce czyste i dobre, dla tak kochającego gościa. Dlatego zanim przyjmie Cię do swego serca po raz pierwszy, trzeba by pojednało się z Tobą i ludźmi w sakramencie pokuty. Ten sakrament, miłosierny Jezu, okupiłeś
swoją krwią i cierpieniem, to tam na krzyżu zapłaciłeś sobą za wszelki ludzki grzech. Dziękujemy Ci Jezu, że pozwalasz doświadczyć w tym sakramencie Twego miłosierdzia, prze-baczenia, odpuszczenia, zapomnienia. Dziecko ten sakrament przeżywa w sposób wyjątkowy, ale potem przez całe życie, jeżeli tylko nie zaniedba swojej wiary i duchowego rozwoju, powinno korzystać z niego chętnie, bo niesie on pokój, przebaczenia, pojednanie, duchową ulgę i możliwość zaczęcia od nowa. Po przystąpieniu do sakramentu pokuty, młody chrześcijanin przyjmuje Ciebie Jezu w Komunii świętej, po raz pierwszy. To wielkie święto i wielki dar. To pierwsze wzajemne oddanie. Ale Ty Jezu, w swej ogromnej miłości i miłosierdziu, chcesz, aby takich spotkań było w jego życiu jak najwięcej. Chcesz, aby przynajmniej raz w tygodniu, człowiek przychodził na Eucharystię, przeżywając wraz z Tobą Twoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, a potem karmił się Twoim Ciałem i w zjednoczeniu z Tobą szedł w tydzień pracy, nauki, walki i czynienia miłosierdzia. Bez Ciebie Jezu, człowiek słabnie, nie ma sił, ani ochoty, ani po-czucia sensu. To Ty jesteś pokarmem naszego duchowego życia i wzrastania w świętości.
Ludzkie życie posuwa się dalej i kończy się czas ufnego dzieciństwa, pod opieką rodziców i dorosłych. Młody człowiek dorasta, dojrzewa i chce wziąć życie we własne ręce. Na te konieczne, ale niełatwe zadania wchodzenia w życie dorosłe i świadczenia o swojej wierze, ustanowiłeś Jezu sakrament bierzmowania, kiedy to przez nałożenie rąk biskupa, zstępuje na bierzmowanego Duch Święty, który udziela mu mądrości, mocy, rady, męstwa i miłości. Łaska sakramentu wyciska na przyjmującym niezatarte znamię, ale już jego zadaniem jest współpracować z tą łaską w swoim dorosłym życiu.
Osiągnąwszy odpowiedni wiek i dojrzałość fizyczną, intelektualną, emocjonalną, społeczną, dorosły już człowiek szu-ka swojej drogi, swojego życiowego powołania. Najczęściej
jest to droga małżeństwa, czasem kapłaństwa lub życia konsekrowanego, ale na wszystkich tych drogach, Ty kochany Jezu, czekasz na niego ze swoją miłością i pomocą. Pragniesz przyjść w sakramencie małżeństwa i błogosławić młodym ludziom na ich życiową drogę. Przychodzisz też w sakramencie kapłaństwa, do tych, których sam wybrałeś i którzy mają być Twoimi następcami na ziemi, zwłaszcza w głoszeniu Do-brej Nowiny i sprawowaniu sakramentów. Na każdą z tych dróg udzielasz światła, mocy, mądrości, wytrwałości i mówisz, że chcesz być z tymi ludźmi na każdy dzień ich życia.
I w końcu przychodzi kres ludzkiego życia na tej ziemi. Trzeba zdać najważniejszy egzamin, którym jest przejście z tego na inny świat. I znowu, miłosierny Jezu, Ty chcesz trwać blisko przy odchodzącym człowieku, trzymać go nie-jako za rękę, umacniając sakramentem namaszczenia chorych i ostatnią Komunią świętą, czyli wiatykiem.
Jak Ci nie dziękować, najsłodszy Jezu, za to, że tak bardzo troszczysz się o każdego człowieka. Powołałeś go do istnienia, dla niego zszedłeś z nieba na ziemię, przebaczyłeś grzech zapłaciwszy za niego najwyższą cenę swojej męki i śmierci. Po zmartwychwstaniu mogłeś wrócić do szczęścia nieba i chwały jaka Ci się słusznie należy, ale Ty z miłości do synów ludzkich pozostałeś na ziemi w Eucharystii i sakramentach, aby człowiek dzięki ich łasce wzrastał w świętości i szedł prosto do domu Ojca. Bądź uwielbiony Jezu, za ogrom Twego miłosierdzia!